Upamiętnienie dzieci z Papenhorst

Dzieci robotnic przymusowych były zaniedbywane na śmierć

Ich imiona brzmiały: Wiktor, Luiza, Jurij, Irena… Dziś przypomina o nich jedynie 28 nagrobków na cmentarzu w Nienhagen pod Celle: dzieci polskich i radzieckich robotnic przymusowych, zmarłe w „polskim domu dziecka” w Papenhorst pod rządami nazistów. Z inicjatywy Hansa-Wernera Spiessa, opiekuna tego miejsca pamięci, Arolsen Archives rozpoczęły poszukiwania ich rodzin.

Latem 1944 r. w Rzeszy Niemieckiej pracowało około 2 mln robotnic przymusowych. Większość z nich pochodziła z Polski lub Związku Radzieckiego. Wiele z tych kobiet było w wieku rozrodczym, jednak naziści robili wszystko, by nie miały one potomstwa – między innymi z przyczyn ekonomicznych: ciąże uniemożliwiały maksymalną eksploatację ich siły roboczej. Przede wszystkim jednak dzieci słowiańskich robotnic przymusowych uchodziły za niepożądane w nazistowskiej ideologii rasowej

Barak nazistowskiego szpitala położniczego dla polskich robotnic przymusowych w Brunszwiku. Źródło: Instytut Pamięci Narodowej, Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu

Niepożądane ciąże

Aby robotnice przymusowe nie mogły mieć dzieci, mężczyzn i kobiety kwaterowano osobno, a nawet rozdawano im środki antykoncepcyjne. Mimo to ciąże nie były wcale rzadkim zjawiskiem. Niektóre kobiety były już ciężarne w momencie deportacji do Niemiec. Inne zachodziły w ciążę w wyniku związków z innymi robotnikami przymusowymi lub gwałtów.

Początkowo ciężarne robotnice przymusowe jak najszybciej deportowano z powrotem do krajów pochodzenia. Wkrótce jednak władze niemieckie zaczęły podejrzewać, że kobiety celowo zachodzą w ciążę, by odesłano je do domu. Ponadto wraz z postępem działań wojennych siła robocza kobiet odgrywała coraz ważniejszą rolę w produkcji zbrojeniowej i rolnictwie. Nazistowski pełnomocnik ds. zatrudnienia Fritz Sauckel wydał więc pod koniec 1942 r. dekret zakazujący wywożenia ciężarnych kobiet z powrotem do krajów pochodzenia. Robotnicom przymusowym z Europy Wschodniej, Polski i ZSRR ułatwiono dostęp do aborcji (która dla niemieckich kobiet była wówczas zakazana), a nawet zmuszano je do przerywania ciąży.

Zdjęcie z nazistowskiego szpitala położniczego dla polskich robotnic przymusowych w Brunszwiku, 1943/1944. Źródło: Instytut Pamięci Narodowej, Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu

Nazistowskie ośrodki położnicze i „zakłady opiekuńcze dla dzieci cudzoziemców”

Matki, które odmawiały przerwania ciąży, zmuszone były rodzić dzieci w założonych specjalnie w tym celu ośrodkach położniczych. W ten sposób naziści chcieli upewnić się, że po porodzie jak najszybciej wrócą do pracy. Dzieci niemieckich ojców poddawano germanizacji. Wszystkie pozostałe dzieci odbierano matkom tuż po porodzie i wysyłano do obozów zbiorczych dla noworodków.

Te tzw. „zakłady opiekuńcze dla dzieci cudzoziemców” tworzono w całej Rzeszy Niemieckiej począwszy od 1943 r. Zazwyczaj panowały w nich tragiczne warunki: od 50 do 90% noworodków umierało z niedożywienia, z braku higieny i zaniedbania. Dziś nie sposób stwierdzić, ile dzieci dokładnie zmarło w tych placówkach, gdyż niewiele takich przypadków zostało udokumentowanych. Historycy szacują jednak, że ofiar mogło być od 30 do 50 tysięcy. Jak twierdzi historyk Jens-Christian Wagner, choć nigdy nie padł jednoznaczny rozkaz zabijania tych dzieci, to jednak świadomie i celowo pozwalano im umrzeć.

In fact, these were not nurseries, but killing centers where children died from the i„W rzeczywistości nie były to zakłady opiekuńcze, lecz zakłady śmierci, w których dzieci umierały w wyniku zaplanowanych i zorganizowanych zaniedbań

Jens-Christian Wagner, historyk

Zbrodnia na oczach sąsiadów

„Polski dom dziecka” w Papenhorst, dzielnicy Nienhagen, był takim właśnie „zakładem opiekuńczym dla dzieci cudzoziemców”. Został wynajęty w sierpniu 1944 r., prawdopodobnie przez miejscowy związek rolników. Placówką kierowała Niemka, do pomocy zaś przydzielono jej dwie polskie robotnice przymusowe. Pierwsze dzieci polskich i radzieckich robotnic trafiły tu we wrześniu 1944 r. Łącznie w księdze meldunkowej zakładu w Nienhagen odnotowano 48 „zugangów”, czyli  przyjętych dzieci.

W tym budynku mieścił się „zakład opiekuńczy dla dzieci cudzoziemców” w Papenhorst. Od jesieni 1944 r. do końca wojny zmarło tu co najmniej 28 dzieci. Źródło: Cellesche Zeitung, Peter Müller, data wykonania nieznana.

Ten niepozorny dom szachulcowy pod adresem Papenhorst 9 A służył uprzednio jako obóz dla jeńców wojennych. Świadkowie wspominają, że wnętrze domu było wilgotne, a ogrzewanie znajdowało się jedynie w kuchni. Brakowało koców, pieluch i ubrań. Dzieci dostawały niecałą buteleczkę mleka dziennie, a warunki higieniczne prawdopodobnie były katastrofalne.

Siegfried Elsner, który miał wówczas 11 lat i mieszkał w domu obok, 55 lat później przyznał w wywiadzie dla gazety Hannoversche Allgemeine Zeitung, że podczas zabawy często słyszał krzyki z sąsiedniej parceli. Jest przekonany, że ktoś znęcał się nad dziećmi. Fatalne warunki panujące w obozie zbiorczym dla dzieci i noworodków nie uszły też uwadze innych mieszkańców wsi. Sanna Gutzeit z Papenhorst, wówczas 12-letnia, wspomina:

Gdy przechodziliśmy obok, często słyszeliśmy popłakiwanie dzieci. […] Nie wolno było wtedy zadawać zbyt wielu pytań, ale we wsi mówiło się, że dzieją się tam straszne rzeczy. Mama mówiła mi: ‘nie interesuj się tym, bo inaczej jutro zjawi się tu policja’

Sanna Gutzeit, świadek historii, cyt. za Hannoversche Allgemeine Zeitung, 15.4.2000 r.

Nic dziwnego, że wiele noworodków nie przeżyło fatalnych warunków panujących w Papenhorst. Z dokumentów wynika, że w 1945 r. zakład opuściło jedynie 12 dzieci. Oficjalnie udokumentowano 28 zgonów: najmłodsze dziecko miało zaledwie 18 dni, najstarsze – rok i 8 miesięcy. Przyczynę śmierci podano tylko w nielicznych aktach zgonu. Nie odnotowano też nic na temat pogrzebów dzieci; nagrobki na cmentarzu w Nienhagen postawiono dopiero później. W kwietniu 2000 r. odsłonięto też tablicę upamiętniającą losy dzieci.

Hans-Werner Spieß podczas malowania kamieni z imionami dzieci. Zdjęcie: Hans-Werner Spieß. Zdjęcie ze zbiorów prywatnych

Zamieszkały w regionie Nienhagen 72-letni Hans-Werner Spieß od lat walczy o to, by dzieci z Papenhorst nie popadły w zapomnienie. Odwiedza ich groby, składa na nich kwiaty i dla każdego z dzieci sporządził indywidualny, kolorowy kamień z imieniem. Z jego inicjatywy Arolsen Archives zaczęły w 2025 r. poszukiwać w Polsce krewnych zmarłych dzieci, by móc powiadomić ich, gdzie zginęły.

Dwa nagrobki dzieci zmarłych w Papenhorst na cmentarzu w Nienhagen pod Celle. Zdjęcie: Hans-Werner Spieß. Zdjęcie ze zbiorów prywatnych.

Rozpoczynamy poszukiwania rodzin

O matkach zmarłych dzieci wiadomo niewiele. Samo wyszukiwanie ich nazwisk w naszym archiwum okazało się wyzwaniem, gdyż dokumenty często zawierają błędy lub rozbieżności w pisowni. Pewne jest jednak, że były to cudzoziemki, robotnice przymusowe z całego regionu. Jako miejsce urodzenia dzieci w większości dokumentów figuruje Celle. Za koordynację poszukiwań w Polsce odpowiada pracowniczka Arolsen Archives Malgorzata Przybyla, wspierana przez liczną grupę wolontariuszy.

Poszukiwania krewnych nie będą łatwe, gdyż matki tych dzieci w chwili porodu w większości były niezamężne. Po powrocie do domu wiele z nich z pewnością wyszło za mąż i zmieniło nazwisko. Kolejną przeszkodę stanowi fakt, że średni wiek tych kobiet wynosił około 20 lat. Ich akty urodzenia nie są więc jeszcze dostępne w cyfrowych archiwach polskich urzędów stanu cywilnego, gdyż takie dokumenty udostępniane są publicznie dopiero po upływie 100 lat.

Malgorzata Przybyla, kierownik zespołu poszukiwawczego w Arolsen Archives

Pierwsze sukcesy

Zespół Arolsen Archives wspierają wolontariusze z wielu różnych krajów. Jednej z wolontariuszek, Manueli Golc, już na kilka tygodni po rozpoczęciu poszukiwań udało się odnaleźć w Anglii krewną Bronisławy Kucz. Bronisława była matką małej Reginy, urodzonej 28 grudnia 1944 r. w Celle, a zmarłej niecałe trzy miesiące później w „zakładzie opiekuńczym” w Papenhorst. Z informacji podanych przez krewną wynika, że Bronisława była siostrą jej pradziadka Mieczysława. Została pochowana w swoim rodzinnym mieście w Polsce.