„Szanowni Państwo, w programie telewizyjnym „Berliner Abendschau” informowano niedawno o żydowskim lekarzu dr. Januszu Korczaku. Według relacji dr Janusz Korczak miał zostać deportowany do obozu koncentracyjnego w Treblince w 1942 r. wraz z 200 żydowskimi sierotami, którymi się opiekował. Czy wiecie coś o dalszym losie tych osób?” – pisał w 1992 roku do Międzynarodowej Służby Poszukiwań (obecnie Arolsen Archives) Hans Werner Prewing.

Takich zapytań było więcej. Pochodziły głównie od wydawców i stacji telewizyjnych. Łącznie 44 karty z korespondencją. W pismach proszono o dokumenty, które potwierdzałyby śmierć doktora z żydowskimi dziećmi w Treblince.

Nazwisko Janusza Korczaka pojawia się na liście Żydów zamordowanych w okresie od 24.5.1944 do sierpnia 1944 r. Jest w grupie pedagogów – między Regą Kowalską a Agaronem Konińskim. Niżej trafiamy na Stefanię Wilczyńską, z którą założył Dom Sierot. Na sporządzonym w języku francuskim dokumencie figurują również inne grupy zawodowe – muzycy, aktorzy i reżyserzy, dziennikarze i wydawcy, rabini, malarze, rzeźbiarze.

 

Nowatorskie koncepcje

Janusz Korczak przyszedł na świat pod koniec lat 70 XIX wieku w zasymilowanej polskiej rodzinie żydowskiej w Warszawie. Jako Henryk Goldszmit. Pseudonimu „Janasz Korczak” użył w jednym z konkursów literackich i później posługiwał się nim w nieco zmodyfikowanej formie.

 

Korespondencja dotycząca Janusza Korczaka

Janusz Korczak na liście Żydów zamordowanych w okresie od maja 1944 do sierpnia 1944 r. Fot. Arolsen Archives

Dokumenty w Arolsen Archives

W zbiorach Arolsen Archives znajduje się korespondencja dotycząca Janusza Korczaka. Osoby, które po wojnie kontaktowały się z Międzynarodową Służbą Poszukiwań, dopytywały o dokumenty, które potwierdzałyby śmierć doktora i jego 200 podopiecznych z Domu Sierot w Treblince. 

Losem słynnego pedagoga interesowali się głównie wydawcy i stacje telewizyjne.

W zbiorach Arolsen Archives znajduje się lista polskich Żydów zamordowanych w okresie od maja do sierpnia 1944 roku.

 

Miał już za sobą studia medyczne, pracę w pociągu sanitarnym na Dalekim Wschodzie, pracę pediatry w jednym z warszawskich szpitali, rolę lekarza w przytułkach dla dzieci, służbę w wojsku i wiele innych aktywności związanych z wyuczonym zawodem i pasją, jaką było pisanie, gdy w 1911 roku został kierownikiem nowego sierocińca dla żydowskich dzieci w Warszawie. Placówkę (tę, jak i pozostałe) prowadził w oparciu o swoją filozofię wychowywania młodych ludzi – każde dziecko miało tam obowiązki i prawa, ale też każde było uczone odpowiedzialności za swoje postępowanie.

 

Republika dziecięca

Młodzi mieszkańcy „republiki dziecięcej” – by wysłuchać skarg czy zadbać o sprawiedliwość – zwoływali sąd. To również oni byli odpowiedzialni za wydawanie „Małego Przeglądu” – dodatku do „Naszego Przeglądu”. Dzieci samodzielnie wybierały tematy i decydowały o doborze treści. Było to miejsce, w którym realizowano nowatorską koncepcję społeczności, posiadającej własne instytucje, tj. sejm, kasa pożyczkowa, wspomniane wyżej sąd i prasa, jak i np. kółko organizacji „pożytecznych rozrywek”.

Janusz Korczak prowadził również audycję radiową, w której funkcjonował jako „Stary Doktor”. Jego swobodny styl, szczerość, lekkość wyrażania myśli, przyciągały nie tylko młodych słuchaczy, ale i tych starszych.

 

Oddzieleni murem

Był lekarzem, pisarzem, pedagogiem i jednoczesnie wychowawcą. Gdy 2 października 1940 r. władze okupacyjne utworzły warszawskie getto, założony przez Janusza Korczaka i Stefanię Wilczyńską Dom Sierot znalazł się poza jego murami. Z kolei Państwowa Szkoła Handlowa przy Chłodnej 33 była na terenie nowo utworzonego getta. Doszło więc do wymiany lokali między placówkami.

 

Podopieczni z sierocińca Janusza Korczaka na wycieczce w 1933 roku. Fot. United States Holocaust Memorial Museum/Szlomo Nadel

 

W getcie, w dramatycznych warunkach, bez wystarczającej ilosci jedzenia, próbowali funkcjonować dziesiątkowani przez choroby ludzie. Bez odpowiedniej opieki pozostawało tam jednak coraz więcej dzieci. W swoim dzienniku Korczak wspomina o nieustającej walce o leki i żywność dla podopiecznych, a także o darowizny dla ośrodków, w których przbywały sieroty.

Personel domu dziecka dokładał wszelkich starań, by zachować pozory normalności i pewną rutynę, które umożliwiały przetrwanie za murem. Opiekunowie próbowali skupiać uwagę dzieci na nauce i kulturze. Organizowano specjalne lekcje, koncerty i spektakle.

 

Ostatni marsz

Masowe deportacje mieszkańców getta rozpoczęły się z końcem lipca 1942 roku. Wywózki do Treblinki oznaczały jedno: śmierć. Znajomi Korczaka zaoferowali mu pomoc w zorganizowaniu ucieczki. Ale on nie brał tego w ogóle pod uwagę, nie chciał zostawić swoich podopiecznych.

Gdy pewnego sierpniowego poranka w sierocińcu pojawiła się niemiecka policja i nakazała opuszczenie budynku, opiekunowie wyszli z dziećmi na zewnątrz. Grupa około 200 dzieci, jak wspominali świadkowie, przemaszerowała spokojnie przez getto na Umschlagplatz.

 

»Szedł wyprostowany, z twarzą przypominającą maskę, pozornie opanowany. Szedł przodem tego tragicznego pochodu. Najmłodsze dziecko trzymał na ręku, drugie prowadził za rączkę.«

Irena Sendlerowa, polska działaczka społeczna, Sprawiedliwa wśród Narodów Świata

 

Jak podkreślała Irena Sendlerowa, która widziała „Starego Doktora” podczas marszu, „we wspomnieniach różnych osób jest tak, a w innych inaczej, co nie znaczy, że ktoś się myli”. „Trzeba tylko pamiętać, że droga z Domu Sierot na Umschlagplatz była długa, trwała cztery godziny. Widziałam ich, kiedy z ulicy Żelaznej skręcali w Leszno” – mówiła.

Później załadowano ich do przepełnionych wagonów, którymi dotarli do obozu zagłady. Zgodnie z orzeczeniem Sądu Rejonowego w Lublinie z 27 marca 2015 r. za datę ich śmierci przyjęto 7 sierpnia 1942 r.

Support us
Nauczyć się więcej